Fotografia Ślubna

Anegdotka o Różowych Chmurach rozpoczyna się w niewielkiej warszawskiej kawiarni. Sympatyczna pani dziennikarka prowadzi tam wywiad z sympatycznym skądinąd grafikiem dużej korporacji (który dorywczo zajmował się wówczas połykaniem ognia). Naraz, wiedziona impulsem, unosi do ust papierową serwetkę i otrzepawszy się z sernikowych okruszków rzecze do zaskoczonego rozmówcy: „Doprawdy, jest Pan wyjątkowo czarującym człowiekiem. Czy nie zechciałby Pan zostać moim mężem?”

Kilka lat i jeden przeuroczy syn później była (choć nadal sympatyczna) pani dziennikarka i były (radosny jak nigdy) pan od ognia wiedzą już, co chcą robić w życiu. Chcą fotografować zakochanych…Pstrykają więc ślubnie, rodzinnie, komercyjnie i niekomercyjnie, w kolorze i w czarno-bieli. Zawsze z miłością.

 

Znamy się z Borysem od lat, właściwie dorośliśmy razem. Z dzieci zamieniliśmy się w dorosłych, we właścicieli firm, w rodziców. Znamy swoje nawyki, swoje supermoce, słabości i kadry. Wiem jak Borys patrzy, w jakim tempie pracuje, czasem po prostu czuję, że za chwilę przyklęknie z aparatem. Wiem, że dobry. Z roku na rok lepszy. Ale czasem wraca z krótkiego wyjazdu, dosłownie parę dni w Hallstatt i Wiedniu, parę dni z Przemkiem i Agatą i pokazuje mi to, co przywiózł. Myślę sobie wtedy, że zupełnie nie chodzi o sympatię. O to, że się znamy. Chodzi o szacunek. Szacunek o wciąż niezadowolonego z siebie fotografa. Fotografa, który pracuje niezauważalnie i lekko jakby oddychał by później pokazać zdjęcia, które można oglądać wciąż od nowa. Zobaczcie Agatę, Przemka, i najromantyczniejsze miasteczko Europy oczyma Borysa.

 

Podróże. Uwielbiamy się przemieszczać. Wciąż budzić się w nowych miejscach, przyglądać się ludziom, dużym miastom. Długo spać. Leżeć w słońcu. Spacerować. Gromadzić cytaty z książek które nas poruszają, identyfikować się z bohaterami seriali, jeździć na łyżwach, skakać na koncertach. Jesteśmy młodzi i żywi, niesie nas pragnienie ciągłego doświadczania. Lubimy życie w tysiącach jego niuansów ale najbardziej uszczęśliwiają nas dwie rzeczy: miłość i ciastka.

Kiedy więc otrzymaliśmy zapytanie czy zechcemy sfotografować ślub dwojga cudnie zakochanych ludzi z których jedno (Ola) jest jednym z najlepszych w Polsce mistrzów cukiernictwa Borys powiedział, że musi się na chwilę położyć. „Miłość i ciastka”- powiedział -”Przecież to można umrzeć ze szczęścia.” 
A teraz niech sami Państwo zobaczą i przyznają, że to cud, że jeszcze żyjemy.
Cheers Ola & Kuba!
 

Lepiej zorientowani w naszych domowych sprawach wiedzą, że uwielbiamy swój balkon. Nie to żebyśmy byli balkonofilami z urodzenia. Skłania do tego raczej dziwna proporcja zamieszkiwanego przez nas lokalu. Jesteśmy dumnymi lokatorami 34m2 powierzchni użytkowej oraz 9m2 balkonu ;)) 

Niech więc sobie Państwo wyobrażą radość jaką wygenerowali nam Dorota i  Przemek wręczając nam na do widzenia kwiat w doniczce. Wielki! Taki z dużą ilością liści, cały w stylu „na balkon”. Postawiliśmy go przy mikrokanapie na której siadujemy gapić się w gwiazdy. Przypomina nam pewien piękny weekend w podkrakowskiej Dolinie Cedronu. Jeżynowy ślub, zapach łąki i koni, niesamowity koncert Krakow Street Band (kliknijcie koniecznie!) który nie pozwalał robić zdjęć bo zmuszał ciało do skoków, piruetów i tupania. Przypomina nam się piękna panna młoda w uśmiechu i kolorowych sandałkach. Dolino Cedronu- masz w naszych sercach własną szufladę.