Podróże są trzecią w kolejce (po Olku i dobrym żarciu) naszą rozrywką stulecia. Lubimy upychanie maneli kolanami do małych walizek, które trzeba szybko zapiąć żeby rzeczy nie zdążyły powyskakiwać, lubimy nocne tankowania z niedobrymi hot-dogami na stacjach benzynowych, lubimy stać w kolejce do odprawy i patrzeć jak na ekranach odlotów rysują się dziesiątki możliwości. A najbardziej lubimy nasze zagraniczne zlecenia, kiedy z obiektywami poutykanymi po kieszeniach jedziemy poznawać i fotografować zupełnie nowych ludzi w zupełnie nowych miejscach. I kiedy docieramy do takiej prześlicznej Uppsali, z tysiącami rowerów, starych kamienic i szwedzkich studentów przebranych za smerfy i spotykamy tam chilijsko-szwedzką parę rodziców dożka francuskiego którzy w dodatku pożerają nam serca od pierwszej minuty sesji to myślimy sobie, że właśnie dzieje się życie które sobie wymarzyliśmy. Huge hugs to Camila, Mattias & Douglas!