Ze ślubem Adeli i Piotrka było tak, że jak zobaczyliśmy startowe poranne kanapeczki to już wiedzieliśmy, że dzień zapowiada się udany. I tylko Borys miał przekichane bo jako wiecznie rzucający palenie nieszczęśnik plątał się pośród pokaźnej grupy gości i rodziny z których każdy palił jak smok. Głód papieroska kompensowała nam jednak atmosfera, jakaś taka rockowa, cudowna naprawdę. Ślub bez spiny za to z niezłym kopem;) I z bańkami i baletami do rana, z mnóstwem rodzinnej miłości i kotem na środku korytarza. Nazaprzyjaźnialiśmy się, nagadaliśmy i w ogóle było nam dobrze. I jeszcze dostaliśmy wielki karton winyli które rządzą teraz w naszym domowym sprzęcie. Gdybyście chcieli się pobrać raz jeszcze to my chętnie, chętnie:) 

wedding, ślub, warszawa, weselewedding, ślub, warszawa, weselewedding, ślub, warszawa, weselewedding, ślub, warszawa, weselewedding, ślub, warszawa, weselewedding, ślub, warszawa, weselewedding, ślub, warszawa, weselewedding, ślub, warszawa, weselewedding, ślub, warszawa, weselewedding, ślub, warszawa, weselewedding, ślub, warszawa, weselewedding, ślub, warszawa, weselewedding, ślub, warszawa, weselewedding, ślub, warszawa, weselewedding, ślub, warszawa, weselewedding, ślub, warszawa, weselewedding, ślub, warszawa, weselewedding, ślub, warszawa, weselewedding, ślub, warszawa, weselewedding, ślub, warszawa, weselewedding, ślub, warszawa, weselewedding, ślub, warszawa, weselewedding, ślub, warszawa, weselewedding, ślub, warszawa, weselewedding, ślub, warszawa, weselewedding, ślub, warszawa, weselewedding, ślub, warszawa, weselewedding, ślub, warszawa, weselewedding, ślub, warszawa, wesele