Wstawać trzeba było wcześnie. O piątej rano. I jechać. Coraz wyżej i wyżej, coraz piękniej i piękniej. O jedenastej staliśmy już z Piotrkiem na warowni zamku w Niedzicy gdzie przygotowywali się Aneta i Witek. Wąchaliśmy zamkową wilgoć, klimat zimnych korytarzy i tajemnic inkaskiego skarbu ukrytego podobno gdzieś pośród cegieł. Wiedzieliśmy, że to będzie bardzo dobry weekend. Był cudowny. 

Zdjęcia: Ania Bieluń i Piotr Sawczyk