I znów zostaliśmy prezentem. Bez kokardy co prawda i nie wyskoczyliśmy z pudła (nikt nam nie proponował, pewnie wiedzieli, że zjedlibyśmy wszystkie urodzinowe przystawki i tort i ciastka;)) ale podarunek od przyjaciół okazał się być  jak złoto. Przyjechaliśmy do Agaty z wagonem ciuchów i kilkoma pomysłami w kieszeni i spędziliśmy uroczy, słoneczny dzień na malowaniu się, przebieraniu i plątaniu po pięknym mieszkaniu solenizantki. Dziewczyny piły wino, przymierzały kiecki i bluzki, popalały papierosy i nieprzyzwoicie dużo się śmiały.  Na koniec skoczyliśmy jeszcze na kawę i.. tak się to wszystko skończyło:) Na koniec pomyśleliśmy sobie, że najcudniejsze prezenty to te, kiedy dostajemy wspomnienia. I, że raz na jakiś czas każdemu należy się dzień tylkodlaniego. Dzień kiedy jest się najważniejszym, najpiękniejszym i najszczęśliwszym. Uczestniczyć w takim prezencie to jest naprawdę Big Deal. Dlatego ten post dedykujemy również naszemu dentyście- on nie ma tego komfortu pracy;) Zdrowie!