Wychodząc do pracy za każdym razem odhaczamy checklistę: aparaty, obiektywy, lampy, ładowarki, baterie, karty, marynarki, koszule na zmianę. Jak wszystko jest znaczy się, że gotowi. Czasem tylko zdarza nam się para młoda jak Martyna i Przemek a wtedy zaczyna brakować nam sprzętu. Nagle przydałby się rower, rolki albo przynajmniej trzecia ręka. Nadążenie za fabułą staje się niemożliwe, z nienacka zostajemy wciągnięci w wir kolorów, dźwięków i świateł który pędzi niewyobrażalnie, aż wypluwa nas po północy zmęczonych do obłędu. Wracamy do domu nie pamiętając do końca, co właściwie się wydarzyło. A potem przeglądamy pliki i dopiero po raz pierwszy naprawdę to widzimy. W szczegółach, w gestach, w emocjach. I bardzo nam się robi wesoło.