Znamy się z Borysem od lat, właściwie dorośliśmy razem. Z dzieci zamieniliśmy się w dorosłych, we właścicieli firm, w rodziców. Znamy swoje nawyki, swoje supermoce, słabości i kadry. Wiem jak Borys patrzy, w jakim tempie pracuje, czasem po prostu czuję, że za chwilę przyklęknie z aparatem. Wiem, że dobry. Z roku na rok lepszy. Ale czasem wraca z krótkiego wyjazdu, dosłownie parę dni w Hallstatt i Wiedniu, parę dni z Przemkiem i Agatą i pokazuje mi to, co przywiózł. Myślę sobie wtedy, że zupełnie nie chodzi o sympatię. O to, że się znamy. Chodzi o szacunek. Szacunek o wciąż niezadowolonego z siebie fotografa. Fotografa, który pracuje niezauważalnie i lekko jakby oddychał by później pokazać zdjęcia, które można oglądać wciąż od nowa. Zobaczcie Agatę, Przemka, i najromantyczniejsze miasteczko Europy oczyma Borysa.