Pamiętam ten dzień, jakby to było dziś. Wstałem rano z myślą, że dziś gra Polska w meczu ze Szwajcarią. Na ulicach było czuć ducha wiary w naszą drużynę. Nie jestem fanem piłki nożnej i nigdy specjalnie się nią nie interesowałem, ale tego dnia jednak trzeba było dołączyć do pewnego rodzaju wspólnoty. Przygotowania przebiegały w towarzystwie meczu. Paweł – kawał przystojnego faceta, zerkał co chwilę na ekran wraz z całą rodziną. Karolina co chwilę przerywała makijaż by rzucić okiem na ekran telewizora. Pierwszy gol dla Polski. Z domu wychodziliśmy w ferworze szczęścia nie tylko przez strzelonego gola, ale także ze względu na ich dzień. Upał lał się z nieba, gdy docieraliśmy pod pałac ślubów. Już wtedy wiedzieliśmy o remisie. Podczas ceremonii między słowami przysięgi goście nerwowo patrzyli na ekrany swoich telefonów, jak to spotkanie się zakończy. Zakończyło się kilkanaście minut później wygraną Polski w rzutach karnych. Jestem przekonany, że tego dnia nie tylko wygraliśmy my Polacy, ale też wygrała Karolina i Paweł, a krzyk, jaki towarzyszył przy strzeleniu pamiętnego ostatniego gola był też krzykiem nas wszystkich z radości tej dwójki ludzi.  Trzymam za nich kciuki.