Fotografia Ślubna

Uwielbiam te miłosne historie. O setkach kilometrów które ktoś przejechał żeby pocałować swoją dziewczynę na dobranoc, awanturach o niezakręconą tubkę pasty do zębów, o miłościach z rozsądku, z szaleństwa, z zaskoczenia. Bo każda para jest inna. Każda mówi własnym językiem opowiadając własną, niepowtarzalną historię. Złożoną z drobnych gestów, słów i znaków. Ze spojrzeń które tylko dla nich są zrozumiałe a które można uchwycić tylko na zdjęciach. Moim zadaniem jest zachować czujność i złapać w piksele niepowtarzalność miłości. To nie może się znudzić, to jak poznawanie świata wciąż od nowa. Chcę fotografować zakochanych…Pstrykam więc ślubnie, rodzinnie, komercyjnie i niekomercyjnie, w kolorze i w czarno-bieli. Zawsze z miłością.

Przyjemnością płynącą ze względnej dojrzałości (pracujemy, pracujemy nad osiąganiem tego stanu;)) jest umiejętność przeżywania zauroczeń bez konsekwencji. Trochę już przecież przeżyliśmy, znamy te stany z miękkimi kolanami kiedy pozostaje się tylko rumienić i taktownie milczeć. Przeżyć swoje i powrócić do prywatnej małej stabilizacji. I to jest bardzo w porządku bo w innym przypadku Borys kilka razy w roku przerywałby śluby wykrzykując, że właśnie zakochał się w pannie młodej i koniec wszystkiego bo zamierza ją teraz porwać i uwięzić. Wystarczy spojrzeć na Ulę żeby zrozumieć o co chodzi. Zjawiskowa. Przytulona do Mateusza. No piękne to było wszystko, naprawdę piękne.  Zresztą, zobaczcie sami.
Dzień Uli i Mateusza oczyma Borysa i Magdy z www.fotografia.kryjak.pl czyli efekty pracy przyjacielskiego kolabu który przynosi nam mnóstwo frajdy. Enjoy!

Powoli, całkiem powoli odparowują z nas emocje zeszłorocznego sezonu. Trochę gotujemy, oglądamy seriale i składamy motorówki z klocków Lego w wolnych chwilach porządkując zeszłoroczne materiały. Wracają do nas dni takie jak ten z Kamilą, Pawłem i Antkiem i Borys wtedy zaczyna tęsknić za latem. Mówi, że fajnie się odpoczywa i, że Lego z Młodym to oczywiście rozrywka pierwszoligowa ale do biegania z aparatem zawsze się tęskni. Zobaczcie więc jak Borys biegał za bardzo uśmiechniętą rodziną oraz co z tego pościgu udało się nam potem zmontować. A jeśli to, co wybiegał przypadnie Wam do gustu skrobnijcie mu kilka słów pocieszenia, że już niedługo ponownie zrobi się ciepło. Może się rozchmurzy chłopak bo po spacerze w zacinającym deszczu zrobił się jakiś markotny;) Dobrego!

Kiedy przeczytaliśmy pierwszy mail od Pawła i Agi byliśmy przerażeni. Ślub w Toskanii. Bez gości. Z przypadkowymi świadkami. Wesele we dwoje. „Będzie im smutno” załamała ręce Ania. A potem spakowała sandały, letnią sukienkę, swój wielki fotograficzny plecak i pojechała na lotnisko. Bo (jak w międzyczasie ustaliliśmy) Ania nie jest od tego żeby się wymądrzać tylko być wszędzie tam gdzie dwoje ludzi się kocha i potrzebuje zdjęć;)

Wracając przywiozła mnóstwo piegów, wina i żądań, że mam na nią natychmiast zacząć patrzeć tak jak Paweł patrzył na Agę. Opowiadała, że widziała na własne oczy jak można stać się dla siebie całym wszechświatem, salą balową, setką gości i pokazem fajerwerków. Że można tak ze sobą być, że fotograf się rumieni od samego stania obok. I, że figi zrywane z krzaka podczas spaceru wiejską dróżkąa będą się jej śnić przez całą zimę. Teraz mówi, że owszem- śnią się.