Fotografia Ślubna

Uwielbiam te miłosne historie. O setkach kilometrów które ktoś przejechał żeby pocałować swoją dziewczynę na dobranoc, awanturach o niezakręconą tubkę pasty do zębów, o miłościach z rozsądku, z szaleństwa, z zaskoczenia. Bo każda para jest inna. Każda mówi własnym językiem opowiadając własną, niepowtarzalną historię. Złożoną z drobnych gestów, słów i znaków. Ze spojrzeń które tylko dla nich są zrozumiałe a które można uchwycić tylko na zdjęciach. Moim zadaniem jest zachować czujność. To nie może się znudzić, to jak poznawanie świata wciąż od nowa. Chcę fotografować zakochanych…Pstrykam więc ślubnie, rodzinnie, komercyjnie i niekomercyjnie, w kolorze i w czarno-bieli. Zawsze z miłością.

Kiedy przeczytaliśmy pierwszy mail od Pawła i Agi byliśmy przerażeni. Ślub w Toskanii. Bez gości. Z przypadkowymi świadkami. Wesele we dwoje. „Będzie im smutno” załamała ręce Ania. A potem spakowała sandały, letnią sukienkę, swój wielki fotograficzny plecak i pojechała na lotnisko. Bo (jak w międzyczasie ustaliliśmy) Ania nie jest od tego żeby się wymądrzać tylko być wszędzie tam gdzie dwoje ludzi się kocha i potrzebuje zdjęć;)

Wracając przywiozła mnóstwo piegów, wina i żądań, że mam na nią natychmiast zacząć patrzeć tak jak Paweł patrzył na Agę. Opowiadała, że widziała na własne oczy jak można stać się dla siebie całym wszechświatem, salą balową, setką gości i pokazem fajerwerków. Że można tak ze sobą być, że fotograf się rumieni od samego stania obok. I, że figi zrywane z krzaka podczas spaceru wiejską dróżkąa będą się jej śnić przez całą zimę. Teraz mówi, że owszem- śnią się.

 

Tego dnia przede wszystkim piękna była Klaudyna. W zjawiskowej sukience i superwysokich pudrowych szpilkach. W pastelowym wianku, dobrych perfumach, w całym swoim szczęściu. Grzesiek też był cudny. Z tym totalnie autorskim zawadiackim urokiem pożarł nam serca zanim wysiedliśmy z samochodu. A dalej było już podobnie. Stary Folwark, kwiaty, handmadowe dekoracje, mnóstwo detali, malutki kościółek i makaroniki (znów zjedliśmy połowę;)). I weekendowy Berlin w charakterze wiśni na tym niezapomnianie pysznym miłosnym ptysiu. Nic byśmy nie zmienili. Wszystko chcemy pamiętać. 

 

Fotografujemy śluby. Katolickie, prawosławne, hinduskie i cywilne. Ale ślub pastafariański zdarzył się nam po raz pierwszy w życiu. I była to totalnie wykręcona, fantastyczna impreza. Piliśmy bananowe szejki, wcinaliśmy spagetti i bujaliśmy się w rytm mrocznych nowoorleańskich pieśni o potworach spod łóżka. Panna młoda częstowała gości genialnym winem z gwinta a Pan młody wskoczył na scenę i dał koncert na kontrabasie. Zapraszamy Was do świata który rozpoczął się od gór, drzew i karła, rządzonego przez makaronową mackę która obiecuje swoim wyznawcom pośmiertny wulkan piwny. Zapraszamy Was do świata miłości według Oli i Aarona.

Poradnik pożycia małżeńskiego pisany trzynastozgłoskowcem, bogato ilustrowany fotografiami z tanich pisemek erotycznych. Prezent od świadka. Nigdy tego nie zapomnimy. I łez pani świadek. I tysiąca buziaków które krążyły między Dagmarą i Bartkiem przez cały długi dzień. Takich przyjaciół i takich dni! Na całe życie! 

Zdjęcia: Pink Clouds  & Piotr Sawczyk

 

Przypadł nam w udziale kolejny miły dzień. Dobrze nam było z Małgosią i Maćkiem, w końcu mamy łączy nas bardzo wiele- też jesteśmy młodzi, piękni i zakochani ;) A serio mówiąc : jeśli kiedyś wreszcie uda nam się pobrać- chcemy wyglądać jak Małgosia i Maciek. Chcemy tak na siebie patrzeć, tak trzymać się za ręce i tak ze sobą tańczyć. A dzisiaj chcemy Wam to pokazać. Pokazać, że czułości nigdy dość. Cheers!