Fotografia Ślubna

Uwielbiam te miłosne historie. O setkach kilometrów które ktoś przejechał żeby pocałować swoją dziewczynę na dobranoc, awanturach o niezakręconą tubkę pasty do zębów, o miłościach z rozsądku, z szaleństwa, z zaskoczenia. Bo każda para jest inna. Każda mówi własnym językiem opowiadając własną, niepowtarzalną historię. Złożoną z drobnych gestów, słów i znaków. Ze spojrzeń które tylko dla nich są zrozumiałe a które można uchwycić tylko na zdjęciach. Moim zadaniem jest zachować czujność i złapać w piksele niepowtarzalność miłości. To nie może się znudzić, to jak poznawanie świata wciąż od nowa. Chcę fotografować zakochanych…Pstrykam więc ślubnie, rodzinnie, komercyjnie i niekomercyjnie, w kolorze i w czarno-bieli. Zawsze z miłością.

Tego dnia przede wszystkim piękna była Klaudyna. W zjawiskowej sukience i superwysokich pudrowych szpilkach. W pastelowym wianku, dobrych perfumach, w całym swoim szczęściu. Grzesiek też był cudny. Z tym totalnie autorskim zawadiackim urokiem pożarł nam serca zanim wysiedliśmy z samochodu. A dalej było już podobnie. Stary Folwark, kwiaty, handmadowe dekoracje, mnóstwo detali, malutki kościółek i makaroniki (znów zjedliśmy połowę;)). I weekendowy Berlin w charakterze wiśni na tym niezapomnianie pysznym miłosnym ptysiu. Nic byśmy nie zmienili. Wszystko chcemy pamiętać. 

 

Fotografujemy śluby. Katolickie, prawosławne, hinduskie i cywilne. Ale ślub pastafariański zdarzył się nam po raz pierwszy w życiu. I była to totalnie wykręcona, fantastyczna impreza. Piliśmy bananowe szejki, wcinaliśmy spagetti i bujaliśmy się w rytm mrocznych nowoorleańskich pieśni o potworach spod łóżka. Panna młoda częstowała gości genialnym winem z gwinta a Pan młody wskoczył na scenę i dał koncert na kontrabasie. Zapraszamy Was do świata który rozpoczął się od gór, drzew i karła, rządzonego przez makaronową mackę która obiecuje swoim wyznawcom pośmiertny wulkan piwny. Zapraszamy Was do świata miłości według Oli i Aarona.

Poradnik pożycia małżeńskiego pisany trzynastozgłoskowcem, bogato ilustrowany fotografiami z tanich pisemek erotycznych. Prezent od świadka. Nigdy tego nie zapomnimy. I łez pani świadek. I tysiąca buziaków które krążyły między Dagmarą i Bartkiem przez cały długi dzień. Takich przyjaciół i takich dni! Na całe życie! 

Zdjęcia: Pink Clouds  & Piotr Sawczyk

 

Przypadł nam w udziale kolejny miły dzień. Dobrze nam było z Małgosią i Maćkiem, w końcu mamy łączy nas bardzo wiele- też jesteśmy młodzi, piękni i zakochani ;) A serio mówiąc : jeśli kiedyś wreszcie uda nam się pobrać- chcemy wyglądać jak Małgosia i Maciek. Chcemy tak na siebie patrzeć, tak trzymać się za ręce i tak ze sobą tańczyć. A dzisiaj chcemy Wam to pokazać. Pokazać, że czułości nigdy dość. Cheers! 

„Daj więcej beatu maestro
Buja się całe sąsiedztwo
Nie znamy granic i przez to
potem czujemy się kiepsko
Nienauczeni na błędach
Dzisiaj się tworzy legenda..”

Taką teraz grają piosenkę w radio i ona strasznie nam przypomina dzień w którym poznaliśmy Ilonkę i Piotra:) Skończyliśmy pracować w sobotnią noc w Warszawie i tuż po północy ruszyliśmy do Szczecina gdzie czekała na nas  ta właśnie przygoda. I jechaliśmy tak po ciemku zagrzebani w pustych kubkach po kawie, w papierkach od zapiekanek i opowiadaliśmy sobie straszne historie żeby nie zasnąć. Ranek zastał nas gdzieś na podmiejskim parkingu na którym przypadkowa, niemiecko-polska publiczność miała okazję przyjrzeć się jak dwójka potarganych, półgołych fotografów podskakuje na jednej nodze próbując wcisnąć się w świeże spodnie:) Ale jak się żeśmy w te spodnie zapakowali to była już tylko impreza. Impreza totalnie przepiękna, totalnie do rana i z najlepszym Harlem Shake ever. Jak cudownie, że mając dwadzieścia parę lat nie trzeba tak bardzo przejmować się snem:) Każda minuta nasza! Kissy dla Ilonki i Piorka!