Fotografia Ślubna

Uwielbiam te miłosne historie. O setkach kilometrów które ktoś przejechał żeby pocałować swoją dziewczynę na dobranoc, awanturach o niezakręconą tubkę pasty do zębów, o miłościach z rozsądku, z szaleństwa, z zaskoczenia. Bo każda para jest inna. Każda mówi własnym językiem opowiadając własną, niepowtarzalną historię. Złożoną z drobnych gestów, słów i znaków. Ze spojrzeń które tylko dla nich są zrozumiałe a które można uchwycić tylko na zdjęciach. Moim zadaniem jest zachować czujność. To nie może się znudzić, to jak poznawanie świata wciąż od nowa. Chcę fotografować zakochanych…Pstrykam więc ślubnie, rodzinnie, komercyjnie i niekomercyjnie, w kolorze i w czarno-bieli. Zawsze z miłością.

Podróże są trzecią w kolejce (po Olku i dobrym żarciu) naszą rozrywką stulecia. Lubimy upychanie maneli kolanami do małych walizek, które trzeba szybko zapiąć żeby rzeczy nie zdążyły powyskakiwać, lubimy nocne tankowania z niedobrymi hot-dogami na stacjach benzynowych, lubimy stać w kolejce do odprawy i patrzeć jak na ekranach odlotów rysują się dziesiątki możliwości. A najbardziej lubimy nasze zagraniczne zlecenia, kiedy z obiektywami poutykanymi po kieszeniach jedziemy poznawać i fotografować zupełnie nowych ludzi w zupełnie nowych miejscach. I kiedy docieramy do takiej prześlicznej Uppsali, z tysiącami rowerów, starych kamienic i szwedzkich studentów przebranych za smerfy i spotykamy tam chilijsko-szwedzką parę rodziców dożka francuskiego którzy w dodatku pożerają nam serca od pierwszej minuty sesji to myślimy sobie, że właśnie dzieje się życie które sobie wymarzyliśmy. Huge hugs to Camila, Mattias & Douglas!

Pamiętacie konkurs na sesję z ukochaną osobą który szalał jakiś czas temu na naszym facebookowym fanpejdżu? Pisaliśmy o tym gdzieś tu: http://pinkclouds.pl/2012/04/konkurs-pink-clouds-rozstrzygniety/
Wygrali go Asia i Łukasz zdobywając jakąś niewiarygodną wprost ilość lubisiów i całe mnóstwo sympatycznych komentarzy.
Strasznie więc byliśmy ciekawi co to za jedni ;) Skręciliśmy więc z Roswadowskim bardzo sprytny plan: załatwiliśmy od dziadka zgodę na kilkudniową przepustkę dla babci, kupiliśmy babci bilecik na lot relacji Szczecin-Wawa, Świerszczowi kupiliśmy karnet na salę z kulkami i poinstruowaliśmy babcię jak wytłumaczyć taksówkarzowi którędy na tę salę. Sami tymczasem prysnęliśmy na małą, konkursową seszon. Cwane nie? ;) Jesteśmy mistrzami dobrych projektów. Mały chaos dopadł nas za to w trakcie zdjęć bo tak się napaliliśmy, że chcieliśmy wszystko, szybko i na raz. Stąd trzy plenery, kilka zmian garderoby i całe mnóstwo świetnej zabawy. Special thanks to Asia & Łukasz! 
 

Sesje zdjęciowe zimą wyglądają zazwyczaj tak, że z nagrzanego auta niechętnie wygrzebuje się potupująca ekipa i naraz nabiera kosmicznego przyspieszenia byle tylko cyk cyk i znowu być w aucie:) tym razem (-10’C) też wszystko działo się dość raźno ale jednak inaczej bo w ramach prezentu walentynkowego pstryknęliśmy ludzi których bardzo kochamy:) i to już będzie z.. piętnaście lat:) lof lof dla pauli i pawła. nie pomijając harrego który gdzieś tam się plątał gdy robiliśmy zdjęcia:)