Fotografia Ślubna

Uwielbiam te miłosne historie. O setkach kilometrów które ktoś przejechał żeby pocałować swoją dziewczynę na dobranoc, awanturach o niezakręconą tubkę pasty do zębów, o miłościach z rozsądku, z szaleństwa, z zaskoczenia. Bo każda para jest inna. Każda mówi własnym językiem opowiadając własną, niepowtarzalną historię. Złożoną z drobnych gestów, słów i znaków. Ze spojrzeń które tylko dla nich są zrozumiałe a które można uchwycić tylko na zdjęciach. Moim zadaniem jest zachować czujność. To nie może się znudzić, to jak poznawanie świata wciąż od nowa. Chcę fotografować zakochanych…Pstrykam więc ślubnie, rodzinnie, komercyjnie i niekomercyjnie, w kolorze i w czarno-bieli. Zawsze z miłością.

Jakiś czas temu mieliśmy przyjemność fotografować Małgosie i Darka, gdy Lili tkwiła dopiero u Małgosi w brzuchu. O dokładnie tutaj http://pinkclouds.pl/2012/03/sesja-brzuszkowa-lili-malgosia-i-darek/ Czas leci jednak do przodu, wszystko się zmienia i z sesji ciążowej w styczniu, wylądowaliśmy na sesji rodzinnej w  maju. Gorąco zapraszamy do obejrzenia.
Za pomoc w realizacji dziękujemy firmie MoiMili, która udostępniła nam pare zabawek i materiałów do sesji. Więcej o MoiMili tutaj: http://www.facebook.com/moimili 

 

Poznajcie dwóch kumpli którzy co niedziela chadzają na jeden z warszawskich basenów  i tam (wraz ze swoimi umęczonymi rodzicami ;) )  stali się bohaterami podwójnej sesji rodzinnej. Było mokro i gorąco ale brodaty dzielnie biegał wokół basenu namierzając chłopaków wśród  innych pluskających się dzieci. Zobaczcie koniecznie! PS: Łatwa zabawa dla spostrzegawczych: znajdź na zdjęciach małego Borysa :)
 
Justynę poznaliście już przy okazji jesiennej sesji ciążowej i była wtedy naprawdę piękną przyszłą mamą. A potem pstryk! zamieniła się w drużynę dziewczyn i teraz we dwie czarują swoimi minami i minkami. No panny aż mniam!

 

Ponieważ chwilowo urzędujemy nad pięknym polskim Bałtykiem tam też trafiła nam się kolejna sesja rodzinna. A właściwie mini sesja bo wiało na nas z każdej strony tak, że już po kilkunastu minutach to my wialiśmy z plaży :) Co nie przeszkodziło Lexusowi w szybkiej kąpieli. Mors nie pies! :)

 

A oto efekt naszej wyprawy do Trójmiasta: mała-wielka sesja rodzinna. Bo była tam jedna maleńka Karolina, jeden całkiem pokaźny Patryk i jeden wielki jak nosorożec Borys (który to urodził się tylko metr krótszy od mamy;). Za oknem minus tysiąc więc towarzystwo nie odważyło się opuścić kanapy ale i na niej udało nam się ustrzelić kilka dobrych kadrów :)