Fotografia Ślubna

Uwielbiam te miłosne historie. O setkach kilometrów które ktoś przejechał żeby pocałować swoją dziewczynę na dobranoc, awanturach o niezakręconą tubkę pasty do zębów, o miłościach z rozsądku, z szaleństwa, z zaskoczenia. Bo każda para jest inna. Każda mówi własnym językiem opowiadając własną, niepowtarzalną historię. Złożoną z drobnych gestów, słów i znaków. Ze spojrzeń które tylko dla nich są zrozumiałe a które można uchwycić tylko na zdjęciach. Moim zadaniem jest zachować czujność. To nie może się znudzić, to jak poznawanie świata wciąż od nowa. Chcę fotografować zakochanych…Pstrykam więc ślubnie, rodzinnie, komercyjnie i niekomercyjnie, w kolorze i w czarno-bieli. Zawsze z miłością.

Jak byliśmy z Roswadowskim mali to oboje chcieliśmy wyrosnąć na poważnych ludzi. Mieć poważną pracę w jakimś uberpoważnym biurze i stukać w poważne kalkulatory albo coś pisać ważnego w ważnych tajnych dokumentach. A potem spotkaliśmy się nawzajem i coś poszło nie tak;) Teraz nasze rozmowy o pracy wyglądają tak: 

– Halo, halo tu Brzoza. Wszystko według planu ?
– Halo Sosna, Sosna odbiór. Uszy są, ogon jest. Mamy też pistolet, złoty pył, sztangę ze steropianu i magiczną pelerynę. I wąsy, wąsy też zabrałam na wszelki wypadek.
– A co z cyrkowym kołem?! 
– Jedzie! Nie mieściło się do bagażnika ale wzięłam wyżynarkę i przycięłam na parkingu.
– Ochrona Cię nie pogoniła?
– Nie zdążyli. Uciekłam:D
Tak więc jeśli planowaliście dziś wieczornego drinka napijcie się za tych którym w życiu wszystko wyszło na odwrót. I ich cudownych klientów którzy dzielnie a nawet z pewną przyjemnością znoszą taki stan rzeczy. Napijcie się za nas, za Kacpra i Agę:) Kissy!
 

Kraków (wiemy, że nie widać ale Kraków naprawdę!;)) i słonko i rowerek i Kasia i Marek . I Borys jeszcze bo przecież nic nigdzie bez Borysa się odbyć nie może;) . Zamieszać, posłodzić, oglądać ciepłe i nie patrzeć co za oknem;) Powtarzać gdy zmarzną ręce i gdy się zwątpi, że lato wróci. Wróci na bank. 

Za wypożyczenie roweru wraz z wszystkimi dodatkami bardzo dziękujemy http://www.bikebelle.com/

 

Wpadliśmy dzisiaj do rzeki. I nalało nam się wody do kaloszy. I wiadro gdzieś posialiśmy i o mały włos nie utopiliśmy makijażystki i znów bagażnik nam się nie domyka z powodu upchniętego tam koła ratunkowgo. Trzeba się teraz najeść cebuli celem niezachorowania a z tego powodu zasnąć w znacznym oddaleniu (najlepiej zaś całkiem plecami do siebie). Taka praca! 

P.S. A na deser będzie najromantyczniejszy kawałek całej historii. W pionierskiej przeprawie przez rzekę nasza dzielna Iwonka zgubiła obrączkę. I to by było straszliwe i płakalibyśmy wszyscy hurtem gdyby nie to, że do spółki z Mikołajem natychmiast wymyśliła, że trzeba i drugą natychmiast wrzucić w nurt Świdra żeby tej pierwszej nie było samotnie. I teraz leżą tam gdzieś w piasku dwie ślubne obrączki, może znajdą je kiedyś jacyś zakochani ludzie i będzie im potem tak dobrze jak Mikołajowi i Iwonce. Ah!