Fotografia Ślubna

Uwielbiam te miłosne historie. O setkach kilometrów które ktoś przejechał żeby pocałować swoją dziewczynę na dobranoc, awanturach o niezakręconą tubkę pasty do zębów, o miłościach z rozsądku, z szaleństwa, z zaskoczenia. Bo każda para jest inna. Każda mówi własnym językiem opowiadając własną, niepowtarzalną historię. Złożoną z drobnych gestów, słów i znaków. Ze spojrzeń które tylko dla nich są zrozumiałe a które można uchwycić tylko na zdjęciach. Moim zadaniem jest zachować czujność i złapać w piksele niepowtarzalność miłości. To nie może się znudzić, to jak poznawanie świata wciąż od nowa. Chcę fotografować zakochanych…Pstrykam więc ślubnie, rodzinnie, komercyjnie i niekomercyjnie, w kolorze i w czarno-bieli. Zawsze z miłością.

Wspomnienie ślubu Aggie i Chrisa jest jak tabletka na dni uszyte z deszczu i nudy. Jak syrop na marudzenie kiedy wstajemy z łóżka i czujemy się do niczego. Bo wtedy można schować się na chwilę w łazience, usiąść na plastikowym stołeczku Młodego, przymknąć oczy i przenieść się do tego pachnącego, letniego dnia. Przypomnieć sobie pośpiech, rażące słońce, samochód zaparkowany na pierwszym z brzegu trawniku, tłum na Krakowskim przedmieściu i ciemności restauracji Pod Krokodylem. Własny, rwący się oddech i skupienie, żeby udało się złapać tę chwilę: prześliczny uśmiech Agi, Chrisa tulącego małą Nelly. Daliśmy radę i można się tego złapać w jeden z tych smętnych zimowych wieczorów. Dobrze było Was spotkać kochani:)
 

 

Mamy razem z Piotrkiem bardzo dobrą karmę. Tak kolektywnie bo ja trochę i Piotrek trochę;)  Nigdy nam nie pada, panny młode są zawsze śliczne a chłopaki w garniakach – same kocury;) Roswadowski nas za to nienawidzi bo on by chciał mieć wszystko najfajniejsze i Pauliny i Tomka też nam pozazdrościł. Skończy więc pewno wcielony w karalucha a my tymczasem będziemy kontynuować swoje radosne reportaże;) Będzie jak zawsze: skacząca z kanap i dyndająca z żyrandola Ania oraz spokojny, cichy i przyczajony Piotr. Zobaczcie co potrafi zrobić dwuosobowy Chuck Norris fotografii;D

Zdjęcia: Ania Bieluń i Piotr Sawczyk 

 

Kraków (wiemy, że nie widać ale Kraków naprawdę!;)) i słonko i rowerek i Kasia i Marek . I Borys jeszcze bo przecież nic nigdzie bez Borysa się odbyć nie może;) . Zamieszać, posłodzić, oglądać ciepłe i nie patrzeć co za oknem;) Powtarzać gdy zmarzną ręce i gdy się zwątpi, że lato wróci. Wróci na bank. 

Za wypożyczenie roweru wraz z wszystkimi dodatkami bardzo dziękujemy http://www.bikebelle.com/

 

I znów zostaliśmy prezentem. Bez kokardy co prawda i nie wyskoczyliśmy z pudła (nikt nam nie proponował, pewnie wiedzieli, że zjedlibyśmy wszystkie urodzinowe przystawki i tort i ciastka;)) ale podarunek od przyjaciół okazał się być  jak złoto. Przyjechaliśmy do Agaty z wagonem ciuchów i kilkoma pomysłami w kieszeni i spędziliśmy uroczy, słoneczny dzień na malowaniu się, przebieraniu i plątaniu po pięknym mieszkaniu solenizantki. Dziewczyny piły wino, przymierzały kiecki i bluzki, popalały papierosy i nieprzyzwoicie dużo się śmiały.  Na koniec skoczyliśmy jeszcze na kawę i.. tak się to wszystko skończyło:) Na koniec pomyśleliśmy sobie, że najcudniejsze prezenty to te, kiedy dostajemy wspomnienia. I, że raz na jakiś czas każdemu należy się dzień tylkodlaniego. Dzień kiedy jest się najważniejszym, najpiękniejszym i najszczęśliwszym. Uczestniczyć w takim prezencie to jest naprawdę Big Deal. Dlatego ten post dedykujemy również naszemu dentyście- on nie ma tego komfortu pracy;) Zdrowie!