| Fotografia ślubna | Zdjęcia ślubne | Fotograf ślubny |

Uwielbiam te miłosne historie. O setkach kilometrów które ktoś przejechał żeby pocałować swoją dziewczynę na dobranoc, awanturach o niezakręconą tubkę pasty do zębów, o miłościach z rozsądku, z szaleństwa, z zaskoczenia. Bo każda para jest inna. Każda mówi własnym językiem opowiadając własną, niepowtarzalną historię. Złożoną z drobnych gestów, słów i znaków. Ze spojrzeń które tylko dla nich są zrozumiałe a które można uchwycić tylko na zdjęciach. Moim zadaniem jest zachować czujność. To nie może się znudzić, to jak poznawanie świata wciąż od nowa. Chcę fotografować zakochanych…Pstrykam więc ślubnie, rodzinnie, komercyjnie i niekomercyjnie, w kolorze i w czarno-bieli. Zawsze z miłością.

Fotografia ślubna | Brzoskwinia Ogród to niezwykłe miejsce położone tuż pod Krakowem. Ekspresowy 20 minutowy dojazd z centrum miasta czyni to miejsce fantastycznym na przyjemny ślub w plenerze. Sama przestrzeń jest idealna dla tych, którzy szukają pięknego zielonego zakątka. W ogrodowej scenerii z daleka od zgiełku miasta można zapomnieć na chwilę o troskach i zająć się weselną zabawą. Gospodarze zadbali o rozległą strefę chilloutu, w której można znaleźć mnóstwo leżaków oraz miniaturowe piłkarzyki. Jest to idealna przestrzeń aby rozłożyć się z drinkiem i odpocząć po czasie spędzonym na parkiecie. Cały teren weselny otoczony jest labiryntem żywych roślin, w którym naprawdę można się zgubić – nic tylko brać tu ślub w stylu „slow wedding”. Cieszyłem się strasznie, że Marta i Daniel wybrali takie miejsce na ślub, a zaczęło się niepozornie.

 

„(…) biorę ślub w plenerze, w jednym z podkrakowskich ogrodów. Czy jest cień szansy, że udokumentuję Pan nasz dzień:)?
Pozdrawiam serdecznie.”

Znamy się z Borysem od lat, właściwie dorośliśmy razem. Z dzieci zamieniliśmy się w dorosłych, we właścicieli firm, w rodziców. Znamy swoje nawyki, swoje supermoce, słabości i kadry. Wiem jak Borys patrzy, w jakim tempie pracuje, czasem po prostu czuję, że za chwilę przyklęknie z aparatem. Wiem, że dobry. Z roku na rok lepszy. Ale czasem wraca z krótkiego wyjazdu, dosłownie parę dni w Hallstatt i Wiedniu, parę dni z Przemkiem i Agatą i pokazuje mi to, co przywiózł. Myślę sobie wtedy, że zupełnie nie chodzi o sympatię. O to, że się znamy. Chodzi o szacunek. Szacunek o wciąż niezadowolonego z siebie fotografa. Fotografa, który pracuje niezauważalnie i lekko jakby oddychał by później pokazać zdjęcia, które można oglądać wciąż od nowa. Zobaczcie Agatę, Przemka, i najromantyczniejsze miasteczko Europy oczyma Borysa.