Fotografia Ślubna

Uwielbiam te miłosne historie. O setkach kilometrów które ktoś przejechał żeby pocałować swoją dziewczynę na dobranoc, awanturach o niezakręconą tubkę pasty do zębów, o miłościach z rozsądku, z szaleństwa, z zaskoczenia. Bo każda para jest inna. Każda mówi własnym językiem opowiadając własną, niepowtarzalną historię. Złożoną z drobnych gestów, słów i znaków. Ze spojrzeń które tylko dla nich są zrozumiałe a które można uchwycić tylko na zdjęciach. Moim zadaniem jest zachować czujność i złapać w piksele niepowtarzalność miłości. To nie może się znudzić, to jak poznawanie świata wciąż od nowa. Chcę fotografować zakochanych…Pstrykam więc ślubnie, rodzinnie, komercyjnie i niekomercyjnie, w kolorze i w czarno-bieli. Zawsze z miłością.

Poradnik pożycia małżeńskiego pisany trzynastozgłoskowcem, bogato ilustrowany fotografiami z tanich pisemek erotycznych. Prezent od świadka. Nigdy tego nie zapomnimy. I łez pani świadek. I tysiąca buziaków które krążyły między Dagmarą i Bartkiem przez cały długi dzień. Takich przyjaciół i takich dni! Na całe życie! 

Zdjęcia: Pink Clouds  & Piotr Sawczyk

 

„Daj więcej beatu maestro
Buja się całe sąsiedztwo
Nie znamy granic i przez to
potem czujemy się kiepsko
Nienauczeni na błędach
Dzisiaj się tworzy legenda..”

Taką teraz grają piosenkę w radio i ona strasznie nam przypomina dzień w którym poznaliśmy Ilonkę i Piotra:) Skończyliśmy pracować w sobotnią noc w Warszawie i tuż po północy ruszyliśmy do Szczecina gdzie czekała na nas  ta właśnie przygoda. I jechaliśmy tak po ciemku zagrzebani w pustych kubkach po kawie, w papierkach od zapiekanek i opowiadaliśmy sobie straszne historie żeby nie zasnąć. Ranek zastał nas gdzieś na podmiejskim parkingu na którym przypadkowa, niemiecko-polska publiczność miała okazję przyjrzeć się jak dwójka potarganych, półgołych fotografów podskakuje na jednej nodze próbując wcisnąć się w świeże spodnie:) Ale jak się żeśmy w te spodnie zapakowali to była już tylko impreza. Impreza totalnie przepiękna, totalnie do rana i z najlepszym Harlem Shake ever. Jak cudownie, że mając dwadzieścia parę lat nie trzeba tak bardzo przejmować się snem:) Każda minuta nasza! Kissy dla Ilonki i Piorka!

 

To był strasznie ciężki dzień w pracy. Najpierw spacer z rowerem- wyciskacz potu i łez. Pogawędki, przytulanie, całowanie, wąchanie słoneczników- robota dla strongmenów conajmniej. Potem zdjęcia na bieżni- ostatnimi siłami. Roswadowski wrócił do domu umęczony jak pies i ocierając pot ze skroni zażądał obiadu godnego ciężko pracującego człowieka. Jak tak teraz patrzę na wyniki pracy to myślę sobie, że szczwana bestia z tego mojego Homara;) Wyłudzacz jedzenia kategoria Prima!

Asia i Łukasz- następnym razem ja jadę z Wami na męczące roboty sesyjne. A Homar zostaje w domu gotować obiad z trzech dań i deseru dla całej naszej trójki:) Kissy!
 

Jak byliśmy z Roswadowskim mali to oboje chcieliśmy wyrosnąć na poważnych ludzi. Mieć poważną pracę w jakimś uberpoważnym biurze i stukać w poważne kalkulatory albo coś pisać ważnego w ważnych tajnych dokumentach. A potem spotkaliśmy się nawzajem i coś poszło nie tak;) Teraz nasze rozmowy o pracy wyglądają tak: 

- Halo, halo tu Brzoza. Wszystko według planu ?
- Halo Sosna, Sosna odbiór. Uszy są, ogon jest. Mamy też pistolet, złoty pył, sztangę ze steropianu i magiczną pelerynę. I wąsy, wąsy też zabrałam na wszelki wypadek.
- A co z cyrkowym kołem?! 
- Jedzie! Nie mieściło się do bagażnika ale wzięłam wyżynarkę i przycięłam na parkingu.
- Ochrona Cię nie pogoniła?
- Nie zdążyli. Uciekłam:D
Tak więc jeśli planowaliście dziś wieczornego drinka napijcie się za tych którym w życiu wszystko wyszło na odwrót. I ich cudownych klientów którzy dzielnie a nawet z pewną przyjemnością znoszą taki stan rzeczy. Napijcie się za nas, za Kacpra i Agę:) Kissy!
 

Wpadliśmy dzisiaj do rzeki. I nalało nam się wody do kaloszy. I wiadro gdzieś posialiśmy i o mały włos nie utopiliśmy makijażystki i znów bagażnik nam się nie domyka z powodu upchniętego tam koła ratunkowgo. Trzeba się teraz najeść cebuli celem niezachorowania a z tego powodu zasnąć w znacznym oddaleniu (najlepiej zaś całkiem plecami do siebie). Taka praca! 

P.S. A na deser będzie najromantyczniejszy kawałek całej historii. W pionierskiej przeprawie przez rzekę nasza dzielna Iwonka zgubiła obrączkę. I to by było straszliwe i płakalibyśmy wszyscy hurtem gdyby nie to, że do spółki z Mikołajem natychmiast wymyśliła, że trzeba i drugą natychmiast wrzucić w nurt Świdra żeby tej pierwszej nie było samotnie. I teraz leżą tam gdzieś w piasku dwie ślubne obrączki, może znajdą je kiedyś jacyś zakochani ludzie i będzie im potem tak dobrze jak Mikołajowi i Iwonce. Ah!