| Fotografia ślubna | Zdjęcia ślubne | Fotograf ślubny |

Uwielbiam te miłosne historie. O setkach kilometrów które ktoś przejechał żeby pocałować swoją dziewczynę na dobranoc, awanturach o niezakręconą tubkę pasty do zębów, o miłościach z rozsądku, z szaleństwa, z zaskoczenia. Bo każda para jest inna. Każda mówi własnym językiem opowiadając własną, niepowtarzalną historię. Złożoną z drobnych gestów, słów i znaków. Ze spojrzeń które tylko dla nich są zrozumiałe a które można uchwycić tylko na zdjęciach. Moim zadaniem jest zachować czujność. To nie może się znudzić, to jak poznawanie świata wciąż od nowa. Chcę fotografować zakochanych…Pstrykam więc ślubnie, rodzinnie, komercyjnie i niekomercyjnie, w kolorze i w czarno-bieli. Zawsze z miłością.

W życiu ważne są historie ludzi i wspomnienia. To one często nami kierują, przypominają o losach rodziny.
Gdy jadę na ślub, zawsze w tym co robię staram się dostrzec coś więcej niż tylko zdjęcia. Za tym wszystkim nie stoją jedynie ludzie, ale wyżej wspomniane historie.
Będąc świadkiem takich chwil, czuje się bliskość z członkami rodziny. To w końcu oni wypełniają te najważniejsze momenty w życiu państwa młodych.
Denan i Kamil wychowali się na dwóch końcach świata. Ona w Chinach, on w Kanadzie, mimo tego trafili na siebie i złożyli przysięgę małżeńską w Polsce. Goście pomimo różnych kultur i przyzwyczajeń, spotkali się w pałacu Goetza by wspólnie świętować radość z nowego etapu życia ich przyjaciół : Denan i Kamila.
Jako fotograf chcę pokazać ich najnowszą historię.
Pełną zabawy, spontaniczności, ale przede wszystkim pewności ze szczęścia bycia razem.
Enjoy.

Znamy się z Borysem od lat, właściwie dorośliśmy razem. Z dzieci zamieniliśmy się w dorosłych, we właścicieli firm, w rodziców. Znamy swoje nawyki, swoje supermoce, słabości i kadry. Wiem jak Borys patrzy, w jakim tempie pracuje, czasem po prostu czuję, że za chwilę przyklęknie z aparatem. Wiem, że dobry. Z roku na rok lepszy. Ale czasem wraca z krótkiego wyjazdu, dosłownie parę dni w Hallstatt i Wiedniu, parę dni z Przemkiem i Agatą i pokazuje mi to, co przywiózł. Myślę sobie wtedy, że zupełnie nie chodzi o sympatię. O to, że się znamy. Chodzi o szacunek. Szacunek o wciąż niezadowolonego z siebie fotografa. Fotografa, który pracuje niezauważalnie i lekko jakby oddychał by później pokazać zdjęcia, które można oglądać wciąż od nowa. Zobaczcie Agatę, Przemka, i najromantyczniejsze miasteczko Europy oczyma Borysa.

 

Ze ślubu Pauliny i Mateusza Borys przywiózł kilka kart pełnych zdjęć oraz nowy pomysł na życie. Zarządził przebranżowienie. Będziemy bloggerką. We dwoje- jedną, żeby (eufemistycznie rzecz ujmując) ruszyć z impetem. Przez cały poniedziałek zapewniał mnie, że wystarczy nam odpalić Instaprofil i zacząć tam wrzucać zdjęcia z pracy. Selfie ze śliczną Pauliną, selfie z przystojnym Mateuszem, selfie z ich stylowym, czerwonym Alfa Romeo,  selfie z drinkiem na sopockiej plaży, supersłodkie selfie ze Zbyszkiem (mopsem młodych). Zamieciemy polski rynek blogowy. Będziemy chadzać czerwonymi dywanami na premierach nowych kolekcji bielizny i testować niezliczoną ilość kosmetyków. Nikt nie oprze się bloggerce, która wiedzie takie życie. Jesteśmy ustawieni. A poza wszystkim- jesteśmy totalnymi szczęściarzami. Dziękujemy Paulinie i Mateuszowi- za cudowny weekend i świeżą energię w Borysie. I Michałowi z www.slubne.kryjak.pl za to, że znów pilnował Borysa coby nie zepsuł materiału i wrócił do domu jak trzeba;)) Kissy!