Fotografia Ślubna

Uwielbiam te miłosne historie. O setkach kilometrów które ktoś przejechał żeby pocałować swoją dziewczynę na dobranoc, awanturach o niezakręconą tubkę pasty do zębów, o miłościach z rozsądku, z szaleństwa, z zaskoczenia. Bo każda para jest inna. Każda mówi własnym językiem opowiadając własną, niepowtarzalną historię. Złożoną z drobnych gestów, słów i znaków. Ze spojrzeń które tylko dla nich są zrozumiałe a które można uchwycić tylko na zdjęciach. Moim zadaniem jest zachować czujność i złapać w piksele niepowtarzalność miłości. To nie może się znudzić, to jak poznawanie świata wciąż od nowa. Chcę fotografować zakochanych…Pstrykam więc ślubnie, rodzinnie, komercyjnie i niekomercyjnie, w kolorze i w czarno-bieli. Zawsze z miłością.

Kto nie kupił jeszcze aktualnego wydania Bravo Girl? Oh naughty naughty fans! My wykupiliśmy cały nakład w pobliskim Tesko i wysłaliśmy rodzicom, babciom i wszystkim ciotkom. I nie to, żebyśmy nagle wpadli w nostalgię za utraconą młodością, po prostu jest tam nasze malutkie logo. Maciupkie naprawdę ale co z tego. Jesteśmy w prasie? Jesteśmy! ;D I cała sesja nasza wykonana na zlecenie wydawnictwa Pruszyński i S-ka. Występowaliśmy jako nagroda w konkursie dla mam i córek a właściwie dla jednej (ale za to jakiej!) mamy i jednej (prześlicznej) córki. A to już Ania i Sara- najfajniejsze dziewczyny na ziemi. Taki trochę rodzinny dreamteam. A w ogóle to dzień był jak malina, oranżada zimna i trawa zielona, niech tak nam będzie codziennie. Kissy dla Was kochane!

Dobra mili Państwo, koniec tego. Wyprzedaże zimowe były, nakupiliśmy milion koszul, spodni i skarpet więc nie narobimy Wam wiochy w sezonie ślubnym;) I teraz już ta zima do niczego nie potrzebna więc zróbmy tak, że uznajemy, że wystarczy. Było mineło, prosimy wiosnę. Tym bardziej, że właśnie skończyliśmy pracować nad sesją która prawie pozbawiła nas palców;) A to tylko dlatego żeśmy wyleźli na dwór pełni wiary i nadziei i z konmi i w ogóle i nam się wydawało, że nas minus dwadzieścia nie ruszy. Pół godziny wytrzymaliśmy co czyni z nas fotografów i modeli sezonu. Sto punktów dla Zosi za uśmiech i niezgrzytanie zębami;) A teraz czekamy aż się zazieleni. I kropka.

—————

All right Ladies And Gents, that’s it. Winter sales have just finished, we’ve bought lots of shirts, trousers and socks so we won’t bring shame on you in the wedding season Now we don’t need winter any more – we’ve had enough, bygones, we want spring, all the more that we’ve just finished working on a shoot, which almost took our fingers. Only because we went outside, full of hope and optimism, with horses, and it seemed to us that -20 °C is nothing. We were able to stay outside only for 30 minutes which makes us photographers and models of the year. Zosia gets all the marbles for smiling and not grinding her teeth And now we’re just waiting till it turns green outside. Full stop.

Robimy zimowe porządki. Brodaty (nareszcie!) wyniósł rowery do piwnicy, posortował skarpety na kupkę „z dziurą” i „bez dziury”, zrobił Olkowi indiańskie tipi z trzech kijków od szczotek i starego prześcieradła a na koniec uporządkował szafę ze sprzętem. Pięknie wyglądał z taką mikrościereczką trzymaną dwoma palcami, pucując aparaty, obiektywy i lampy. Bardzo był tym wszystkim przejęty bo nie dość, że taka rewolucja to jeszcze grzebiąc w stosie kabli, złączy i pilotów znalazł dysk co to zagubił mu się sto lat temu (jakoś tak późną jesienią). No więc wiadomo, ściereczka, te sprawy i od razu podłączyliśmy urządzenie celem sprawdzenia, co też nam się odnalazło. I proszę, Ula i Tor się odnaleźli. Godzinna sesja z szaleństwem w tle bo szybko, szybko i jeszcze szybciej. Trochę nam tęskno do uroczej Upssali w której na każdego mieszkańca przypadają chyba ze trzy rowery, studenci biegają przebrani za smerfy a Ula robi najlepsze burrito na świecie. Więc gdybyście mieli tam ciotkę lub stryja (może być nawet z dalekiej rodziny) to polecajcie nas gorąco, na bank pojedziemy:) Tymczasem zobaczcie jak to było w zeszłym roku.