Fotografia Ślubna

Uwielbiam te miłosne historie. O setkach kilometrów które ktoś przejechał żeby pocałować swoją dziewczynę na dobranoc, awanturach o niezakręconą tubkę pasty do zębów, o miłościach z rozsądku, z szaleństwa, z zaskoczenia. Bo każda para jest inna. Każda mówi własnym językiem opowiadając własną, niepowtarzalną historię. Złożoną z drobnych gestów, słów i znaków. Ze spojrzeń które tylko dla nich są zrozumiałe a które można uchwycić tylko na zdjęciach. Moim zadaniem jest zachować czujność i złapać w piksele niepowtarzalność miłości. To nie może się znudzić, to jak poznawanie świata wciąż od nowa. Chcę fotografować zakochanych…Pstrykam więc ślubnie, rodzinnie, komercyjnie i niekomercyjnie, w kolorze i w czarno-bieli. Zawsze z miłością.

Mamy gdzieś w domu karteczkę z napisem, że „Miłość to jest niebezpieczna rzecz”:) Szalona taka, z płomieniem- wiadomo:) I mamy na ten temat kilka fotek, Sylwię i Grzesia mamy i nawet wspomnienie jak to Roswadowski z Sylwią i Grzesiem też hasał i to były czasy naprawdę gorące! Tak to było! Enjoy!

I znów zostaliśmy prezentem. Bez kokardy co prawda i nie wyskoczyliśmy z pudła (nikt nam nie proponował, pewnie wiedzieli, że zjedlibyśmy wszystkie urodzinowe przystawki i tort i ciastka;)) ale podarunek od przyjaciół okazał się być  jak złoto. Przyjechaliśmy do Agaty z wagonem ciuchów i kilkoma pomysłami w kieszeni i spędziliśmy uroczy, słoneczny dzień na malowaniu się, przebieraniu i plątaniu po pięknym mieszkaniu solenizantki. Dziewczyny piły wino, przymierzały kiecki i bluzki, popalały papierosy i nieprzyzwoicie dużo się śmiały.  Na koniec skoczyliśmy jeszcze na kawę i.. tak się to wszystko skończyło:) Na koniec pomyśleliśmy sobie, że najcudniejsze prezenty to te, kiedy dostajemy wspomnienia. I, że raz na jakiś czas każdemu należy się dzień tylkodlaniego. Dzień kiedy jest się najważniejszym, najpiękniejszym i najszczęśliwszym. Uczestniczyć w takim prezencie to jest naprawdę Big Deal. Dlatego ten post dedykujemy również naszemu dentyście- on nie ma tego komfortu pracy;) Zdrowie!

 

Justyna portretowo

2013.03.20
kategorie: portret
tagi: , ,

Wczorajszy dzień sponsorowała literka T. Jak Tynia. Moja (czyli Ani) Tynia co to się z nią kłócę i śmieję od lat i co to jak mi się coś podoba to jej na pewno nie będzie i na odwrót. Tynia u której spałam na dywanie jak mi wszystko poszło źle w życiu i Tynia z którą chadzam na dobre kolacje jak mi się układa. Czasem nieudolnie ratujemy się z tarapatów i potem jest wstyd ale i chichot bo już się nauczyłyśmy, że wszystko w życiu mija. A czasem robimy różne fajne rzeczy co w nas zostają i sprawiają, że życie jest dobre. Nie robimy sobie wyznań na codzień ale taka seszon to nie byle co i urobionym matkom się nie trafia co chwilę więc big kiss dla mojej Tyni i mała zapowiedź tego, co dopiero się pojawi:)
A! No i wielkie dzięki dla ukochanej naszej Oli San Sebastian co to jak zrobi malowanie to wszyscy wyglądają jak gwiazdy filmowe. I dla Julki z LofLov której przepiękna pracownia pojawi się na nadchodzących zdjęciach.