Hey everybody, say hallo to Monika & Konrad! Monika i Konrad czyli megaprzyjemne przygotowania z kocim towarzystwem w tle, mieszkanie z tarasem jak w górskim pensjonacie (ludzie, jak my Wam zazdrościmy tego tarasu!;), druchny jak z amerykańskiego serialu i sala weselna, której udało się nas zaskoczyć (uwaga, będzie anegdota z morałem). Pędzimy w kierunku tejże sali, tuż za czerwonym kabrio młodych i jak zwykle zastanawiamy się, co też zastaniemy na miejscu (kto szukał domu weselnego w Polsce ten wie, że architektonicznie dominuje w tych przybytkach styl góralsko-grecki z odrobiną secesji). „A jak nazywa się ta sala?”-pytam Roswadowskiego. „Riviera”- z szerokim uśmiechem odpowiada brodaty. I już się śmiejemy serdecznie oboje no bo Riviera, wyobraźcie sobie, jak może wyglądać miejsce, co nazywa się Riviera. Zajeżdżamy pod Rivierę a tam bardzo ładna, gustowna sala weselna. Jedzenie było ekstra, obsługa pierwsza klasa. O. Całe życie się człowiek uczy pokory;D