Fotografia Ślubna

Uwielbiam te miłosne historie. O setkach kilometrów które ktoś przejechał żeby pocałować swoją dziewczynę na dobranoc, awanturach o niezakręconą tubkę pasty do zębów, o miłościach z rozsądku, z szaleństwa, z zaskoczenia. Bo każda para jest inna. Każda mówi własnym językiem opowiadając własną, niepowtarzalną historię. Złożoną z drobnych gestów, słów i znaków. Ze spojrzeń które tylko dla nich są zrozumiałe a które można uchwycić tylko na zdjęciach. Moim zadaniem jest zachować czujność i złapać w piksele niepowtarzalność miłości. To nie może się znudzić, to jak poznawanie świata wciąż od nowa. Chcę fotografować zakochanych…Pstrykam więc ślubnie, rodzinnie, komercyjnie i niekomercyjnie, w kolorze i w czarno-bieli. Zawsze z miłością.

Pamiętacie Olę Konopkę która wygrała nasz pincloudsowy konkurs na sesję jakieś sto milionów lat temu? No więc sesja była, poleźliśmy w trawę bo czego to się nie robi dla miłości. A sama Ola przy entuzjastycznej pomocy swojego Tomasza zrobiła nam takie coś, żeśmy się zastanawiali czy z nami wszystko w porządku. Bo co by nie mówić, tak to my się nie umiemy przytulać! Osom! A teraz wszyscy patrzą na mistrzów.

 

Robimy zimowe porządki. Brodaty (nareszcie!) wyniósł rowery do piwnicy, posortował skarpety na kupkę „z dziurą” i „bez dziury”, zrobił Olkowi indiańskie tipi z trzech kijków od szczotek i starego prześcieradła a na koniec uporządkował szafę ze sprzętem. Pięknie wyglądał z taką mikrościereczką trzymaną dwoma palcami, pucując aparaty, obiektywy i lampy. Bardzo był tym wszystkim przejęty bo nie dość, że taka rewolucja to jeszcze grzebiąc w stosie kabli, złączy i pilotów znalazł dysk co to zagubił mu się sto lat temu (jakoś tak późną jesienią). No więc wiadomo, ściereczka, te sprawy i od razu podłączyliśmy urządzenie celem sprawdzenia, co też nam się odnalazło. I proszę, Ula i Tor się odnaleźli. Godzinna sesja z szaleństwem w tle bo szybko, szybko i jeszcze szybciej. Trochę nam tęskno do uroczej Upssali w której na każdego mieszkańca przypadają chyba ze trzy rowery, studenci biegają przebrani za smerfy a Ula robi najlepsze burrito na świecie. Więc gdybyście mieli tam ciotkę lub stryja (może być nawet z dalekiej rodziny) to polecajcie nas gorąco, na bank pojedziemy:) Tymczasem zobaczcie jak to było w zeszłym roku.