Fotografia Ślubna

Uwielbiam te miłosne historie. O setkach kilometrów które ktoś przejechał żeby pocałować swoją dziewczynę na dobranoc, awanturach o niezakręconą tubkę pasty do zębów, o miłościach z rozsądku, z szaleństwa, z zaskoczenia. Bo każda para jest inna. Każda mówi własnym językiem opowiadając własną, niepowtarzalną historię. Złożoną z drobnych gestów, słów i znaków. Ze spojrzeń które tylko dla nich są zrozumiałe a które można uchwycić tylko na zdjęciach. Moim zadaniem jest zachować czujność. To nie może się znudzić, to jak poznawanie świata wciąż od nowa. Chcę fotografować zakochanych…Pstrykam więc ślubnie, rodzinnie, komercyjnie i niekomercyjnie, w kolorze i w czarno-bieli. Zawsze z miłością.

Sesję z Olgą i Robertem zdominowały newsy Jarosława Kreta. Bo tak: miało padać, potem nie miało padać, potem miała być wielka burza a skończyło się na okrutnym upale. Na fotach oczywiście wszyscy wyglądają świeżo i promiennie ale w trakcie pracy sapaliśmy na cztery głosy. Bardzo za to byliśmy dumni z pomysłu, żeby choć trochę uratować Roberta i rozebrać go z czarnej, ślubnej marynary. W jej miejsce wstawiliśmy muszkę, szelki, parę innych gadżetów i zrobiło się naprawdę letnio. Jeszcze Olga w swojej pięknej sukni i voila: para jak z obrazka. Cheers!
Zdjęcia: Ania i Borys PinkClouds.pl
Stylizacja: Ania PinkClouds.pl
Makijaż: Agnieszka Dejneka
Skuter Vespa: Matt Żuchowski

Pamiętacie konkurs na sesję z ukochaną osobą który szalał jakiś czas temu na naszym facebookowym fanpejdżu? Pisaliśmy o tym gdzieś tu: http://pinkclouds.pl/2012/04/konkurs-pink-clouds-rozstrzygniety/
Wygrali go Asia i Łukasz zdobywając jakąś niewiarygodną wprost ilość lubisiów i całe mnóstwo sympatycznych komentarzy.
Strasznie więc byliśmy ciekawi co to za jedni ;) Skręciliśmy więc z Roswadowskim bardzo sprytny plan: załatwiliśmy od dziadka zgodę na kilkudniową przepustkę dla babci, kupiliśmy babci bilecik na lot relacji Szczecin-Wawa, Świerszczowi kupiliśmy karnet na salę z kulkami i poinstruowaliśmy babcię jak wytłumaczyć taksówkarzowi którędy na tę salę. Sami tymczasem prysnęliśmy na małą, konkursową seszon. Cwane nie? ;) Jesteśmy mistrzami dobrych projektów. Mały chaos dopadł nas za to w trakcie zdjęć bo tak się napaliliśmy, że chcieliśmy wszystko, szybko i na raz. Stąd trzy plenery, kilka zmian garderoby i całe mnóstwo świetnej zabawy. Special thanks to Asia & Łukasz! 
 

Jeśli traktować ślub Olgi i Roberta za wróżbę właśnie rozpoczętego fotograficznego sezonu to przestępujemy z nóżki na nóżkę w oczekiwaniu na lawinę atrakcji :) Bo skoro w ciągu jednego dnia możesz być świadkiem tego jak wszyscy chodzą w takich samych kapciach, smarowania palców wazeliną, żeby pierścionek nie utknął przy przysiędze, ostatniego lodzika przed ślubem i dobrej wróżby z chińskiego ciasteczka to co jeszcze może przydarzyć się tego lata? Oby same takie przyjemności!