Fotografia Ślubna

Uwielbiam te miłosne historie. O setkach kilometrów które ktoś przejechał żeby pocałować swoją dziewczynę na dobranoc, awanturach o niezakręconą tubkę pasty do zębów, o miłościach z rozsądku, z szaleństwa, z zaskoczenia. Bo każda para jest inna. Każda mówi własnym językiem opowiadając własną, niepowtarzalną historię. Złożoną z drobnych gestów, słów i znaków. Ze spojrzeń które tylko dla nich są zrozumiałe a które można uchwycić tylko na zdjęciach. Moim zadaniem jest zachować czujność i złapać w piksele niepowtarzalność miłości. To nie może się znudzić, to jak poznawanie świata wciąż od nowa. Chcę fotografować zakochanych…Pstrykam więc ślubnie, rodzinnie, komercyjnie i niekomercyjnie, w kolorze i w czarno-bieli. Zawsze z miłością.

Przyjemnością płynącą ze względnej dojrzałości (pracujemy, pracujemy nad osiąganiem tego stanu;)) jest umiejętność przeżywania zauroczeń bez konsekwencji. Trochę już przecież przeżyliśmy, znamy te stany z miękkimi kolanami kiedy pozostaje się tylko rumienić i taktownie milczeć. Przeżyć swoje i powrócić do prywatnej małej stabilizacji. I to jest bardzo w porządku bo w innym przypadku Borys kilka razy w roku przerywałby śluby wykrzykując, że właśnie zakochał się w pannie młodej i koniec wszystkiego bo zamierza ją teraz porwać i uwięzić. Wystarczy spojrzeć na Ulę żeby zrozumieć o co chodzi. Zjawiskowa. Przytulona do Mateusza. No piękne to było wszystko, naprawdę piękne.  Zresztą, zobaczcie sami.
Dzień Uli i Mateusza oczyma Borysa i Magdy z www.fotografia.kryjak.pl czyli efekty pracy przyjacielskiego kolabu który przynosi nam mnóstwo frajdy. Enjoy!

Fotografujemy śluby. Katolickie, prawosławne, hinduskie i cywilne. Ale ślub pastafariański zdarzył się nam po raz pierwszy w życiu. I była to totalnie wykręcona, fantastyczna impreza. Piliśmy bananowe szejki, wcinaliśmy spagetti i bujaliśmy się w rytm mrocznych nowoorleańskich pieśni o potworach spod łóżka. Panna młoda częstowała gości genialnym winem z gwinta a Pan młody wskoczył na scenę i dał koncert na kontrabasie. Zapraszamy Was do świata który rozpoczął się od gór, drzew i karła, rządzonego przez makaronową mackę która obiecuje swoim wyznawcom pośmiertny wulkan piwny. Zapraszamy Was do świata miłości według Oli i Aarona.

Z Julkowym chrztem było tak: zaświeciło nam przemiłe wiosenne słońce, ciepełko ogrzało nam dłonie i policzki a mały chrześcijanin okazał się być sympatycznym, wyluzowanym jegomościem. Ceremonia odbyła się w pięknie rozświetlonym kościele a wszyscy wyglądali jak z pierwszych stron gazet. Wszystko pięknie się udało, aż się wybraliśmy na hamburgery po pracy! To był bardzo, bardzo dobry dzień. Gratulacje Panie Julianie!

Ze ślubem Adeli i Piotrka było tak, że jak zobaczyliśmy startowe poranne kanapeczki to już wiedzieliśmy, że dzień zapowiada się udany. I tylko Borys miał przekichane bo jako wiecznie rzucający palenie nieszczęśnik plątał się pośród pokaźnej grupy gości i rodziny z których każdy palił jak smok. Głód papieroska kompensowała nam jednak atmosfera, jakaś taka rockowa, cudowna naprawdę. Ślub bez spiny za to z niezłym kopem;) I z bańkami i baletami do rana, z mnóstwem rodzinnej miłości i kotem na środku korytarza. Nazaprzyjaźnialiśmy się, nagadaliśmy i w ogóle było nam dobrze. I jeszcze dostaliśmy wielki karton winyli które rządzą teraz w naszym domowym sprzęcie. Gdybyście chcieli się pobrać raz jeszcze to my chętnie, chętnie:)