Fotografia Ślubna

Uwielbiam te miłosne historie. O setkach kilometrów które ktoś przejechał żeby pocałować swoją dziewczynę na dobranoc, awanturach o niezakręconą tubkę pasty do zębów, o miłościach z rozsądku, z szaleństwa, z zaskoczenia. Bo każda para jest inna. Każda mówi własnym językiem opowiadając własną, niepowtarzalną historię. Złożoną z drobnych gestów, słów i znaków. Ze spojrzeń które tylko dla nich są zrozumiałe a które można uchwycić tylko na zdjęciach. Moim zadaniem jest zachować czujność. To nie może się znudzić, to jak poznawanie świata wciąż od nowa. Chcę fotografować zakochanych…Pstrykam więc ślubnie, rodzinnie, komercyjnie i niekomercyjnie, w kolorze i w czarno-bieli. Zawsze z miłością.

Poradnik pożycia małżeńskiego pisany trzynastozgłoskowcem, bogato ilustrowany fotografiami z tanich pisemek erotycznych. Prezent od świadka. Nigdy tego nie zapomnimy. I łez pani świadek. I tysiąca buziaków które krążyły między Dagmarą i Bartkiem przez cały długi dzień. Takich przyjaciół i takich dni! Na całe życie! 

Zdjęcia: Pink Clouds  & Piotr Sawczyk

 

Jak byliśmy z Roswadowskim mali to oboje chcieliśmy wyrosnąć na poważnych ludzi. Mieć poważną pracę w jakimś uberpoważnym biurze i stukać w poważne kalkulatory albo coś pisać ważnego w ważnych tajnych dokumentach. A potem spotkaliśmy się nawzajem i coś poszło nie tak;) Teraz nasze rozmowy o pracy wyglądają tak: 

– Halo, halo tu Brzoza. Wszystko według planu ?
– Halo Sosna, Sosna odbiór. Uszy są, ogon jest. Mamy też pistolet, złoty pył, sztangę ze steropianu i magiczną pelerynę. I wąsy, wąsy też zabrałam na wszelki wypadek.
– A co z cyrkowym kołem?! 
– Jedzie! Nie mieściło się do bagażnika ale wzięłam wyżynarkę i przycięłam na parkingu.
– Ochrona Cię nie pogoniła?
– Nie zdążyli. Uciekłam:D
Tak więc jeśli planowaliście dziś wieczornego drinka napijcie się za tych którym w życiu wszystko wyszło na odwrót. I ich cudownych klientów którzy dzielnie a nawet z pewną przyjemnością znoszą taki stan rzeczy. Napijcie się za nas, za Kacpra i Agę:) Kissy!
 

Wspomnienie ślubu Aggie i Chrisa jest jak tabletka na dni uszyte z deszczu i nudy. Jak syrop na marudzenie kiedy wstajemy z łóżka i czujemy się do niczego. Bo wtedy można schować się na chwilę w łazience, usiąść na plastikowym stołeczku Młodego, przymknąć oczy i przenieść się do tego pachnącego, letniego dnia. Przypomnieć sobie pośpiech, rażące słońce, samochód zaparkowany na pierwszym z brzegu trawniku, tłum na Krakowskim przedmieściu i ciemności restauracji Pod Krokodylem. Własny, rwący się oddech i skupienie, żeby udało się złapać tę chwilę: prześliczny uśmiech Agi, Chrisa tulącego małą Nelly. Daliśmy radę i można się tego złapać w jeden z tych smętnych zimowych wieczorów. Dobrze było Was spotkać kochani:)