Fotografia Ślubna

Uwielbiam te miłosne historie. O setkach kilometrów które ktoś przejechał żeby pocałować swoją dziewczynę na dobranoc, awanturach o niezakręconą tubkę pasty do zębów, o miłościach z rozsądku, z szaleństwa, z zaskoczenia. Bo każda para jest inna. Każda mówi własnym językiem opowiadając własną, niepowtarzalną historię. Złożoną z drobnych gestów, słów i znaków. Ze spojrzeń które tylko dla nich są zrozumiałe a które można uchwycić tylko na zdjęciach. Moim zadaniem jest zachować czujność. To nie może się znudzić, to jak poznawanie świata wciąż od nowa. Chcę fotografować zakochanych…Pstrykam więc ślubnie, rodzinnie, komercyjnie i niekomercyjnie, w kolorze i w czarno-bieli. Zawsze z miłością.

Fajnie jest być prezentem. Bo jak ktoś cię daje na prezent to możesz być całkiem pewny, że jesteś kimś bardzo, bardzo przyjemnym. Więc my lubimy być prezentem tym razem podarowanym przez brata jego ukochanej siostrze. Piotrek (brat) poinstruował nas co i jak, wytłumaczył nam, że Magda jest trochę dziwna ale bardzo wesoła dziewczyna (książkowy brat!) i takie tam mniej i bardziej ważne informacje ale zapomniał powiedzieć jaka ta jego siostra jest śliczna. A być fotoprezentem dla ślicznej dziewczyny to jest pełen luksus. Także kissy dla Magdy i Maćka i czapki z głów dla wymyślaczy fajowych prezentów ślubnych!

Sesję z Olgą i Robertem zdominowały newsy Jarosława Kreta. Bo tak: miało padać, potem nie miało padać, potem miała być wielka burza a skończyło się na okrutnym upale. Na fotach oczywiście wszyscy wyglądają świeżo i promiennie ale w trakcie pracy sapaliśmy na cztery głosy. Bardzo za to byliśmy dumni z pomysłu, żeby choć trochę uratować Roberta i rozebrać go z czarnej, ślubnej marynary. W jej miejsce wstawiliśmy muszkę, szelki, parę innych gadżetów i zrobiło się naprawdę letnio. Jeszcze Olga w swojej pięknej sukni i voila: para jak z obrazka. Cheers!
Zdjęcia: Ania i Borys PinkClouds.pl
Stylizacja: Ania PinkClouds.pl
Makijaż: Agnieszka Dejneka
Skuter Vespa: Matt Żuchowski

Jeśli traktować ślub Olgi i Roberta za wróżbę właśnie rozpoczętego fotograficznego sezonu to przestępujemy z nóżki na nóżkę w oczekiwaniu na lawinę atrakcji :) Bo skoro w ciągu jednego dnia możesz być świadkiem tego jak wszyscy chodzą w takich samych kapciach, smarowania palców wazeliną, żeby pierścionek nie utknął przy przysiędze, ostatniego lodzika przed ślubem i dobrej wróżby z chińskiego ciasteczka to co jeszcze może przydarzyć się tego lata? Oby same takie przyjemności!
 

Dostaliśmy cynk od zaznajomionych rodziców, że każdego roku otrzymują zdjęcie swojej młodzieży przedszkolnej jak z nosem spuszczonym na kwintę pozuje siedząc na bujanym koniu lub trzymając w łapce potarganego misia. Zdjęcie ląduje w albumie obok trzech identycznych zakupionych w poprzednich latach. Bo przecież każdy ma takie zdjęcia, my też mamy! Fotografie z którymi trudno cokolwiek zrobić, one po prostu są. I trochę nam się zrobiło przykro i szkoda bo dzieci tak uroczo prezentują się na zdjęciach, są tak radosne i spontaniczne,  każdy rodzic powinien to zobaczyć : swojego krasnoludka marszczącego nos nad puzzlami, hasającego na huśtawkach, tulącego ulubioną koleżankę. I po rodzinnej naradzie ustaliliśmy co następuje: no more stone face photos! Żadnych łez, żadnego zmuszania, żadnego pozowania. Można zakumplować się z krasnoludkami i zrobić im taką sesję, że same piszczą „Pani, pan! Zróbcie mi zdjęcie!” . I można podarować rodzicom kilka pięknych portretów uśmiechniętej pociechy które z powodzeniem mogą zawisnąć w salonie nad kominkiem. Kto nabrał chętki niech szepnie dyrekcji swojego przedszkola, może uda nam się wspólnie zmienić fotografię krasnoludkową :)