Fotografia Ślubna

Uwielbiam te miłosne historie. O setkach kilometrów które ktoś przejechał żeby pocałować swoją dziewczynę na dobranoc, awanturach o niezakręconą tubkę pasty do zębów, o miłościach z rozsądku, z szaleństwa, z zaskoczenia. Bo każda para jest inna. Każda mówi własnym językiem opowiadając własną, niepowtarzalną historię. Złożoną z drobnych gestów, słów i znaków. Ze spojrzeń które tylko dla nich są zrozumiałe a które można uchwycić tylko na zdjęciach. Moim zadaniem jest zachować czujność i złapać w piksele niepowtarzalność miłości. To nie może się znudzić, to jak poznawanie świata wciąż od nowa. Chcę fotografować zakochanych…Pstrykam więc ślubnie, rodzinnie, komercyjnie i niekomercyjnie, w kolorze i w czarno-bieli. Zawsze z miłością.

A oto efekt naszej wyprawy do Trójmiasta: mała-wielka sesja rodzinna. Bo była tam jedna maleńka Karolina, jeden całkiem pokaźny Patryk i jeden wielki jak nosorożec Borys (który to urodził się tylko metr krótszy od mamy;). Za oknem minus tysiąc więc towarzystwo nie odważyło się opuścić kanapy ale i na niej udało nam się ustrzelić kilka dobrych kadrów :)

 

- Słuchaj jest taka sprawa… ty nie robisz takich strasznych zdjęć z motylkami i serduszkami? Nie dodajesz takich efektów?!
- Jezus, nie!!! Skąd wzieliście taki pomysł?!
- A wiesz, wolimy się upewnić bo w Polsce to nic nie wiadomo.
 
Nie. Zdecydowanie nie dodaje różnych cudów do zdjęć. Raczej Pink Clouds operuje na klasycznych, ładnych zdjęciach. Tylko taka fotografia ślubna nie poddaje się modom i jest ladna nawet za 70 lat. 

Rok temu fotografowaliśmy ślub Eli i Olafa. Teraz trafił nam się mały owoc rok po ślubie. Malutka Maja i jej mama. Umawialiśmy się długo na sesję bo wszyscy straznie zajęci, ale w końcu się udało. Myśle ze efekty tej sesji noworodkowej są ładne. Jak sądzicie? :)