Fotografia Ślubna

Uwielbiam te miłosne historie. O setkach kilometrów które ktoś przejechał żeby pocałować swoją dziewczynę na dobranoc, awanturach o niezakręconą tubkę pasty do zębów, o miłościach z rozsądku, z szaleństwa, z zaskoczenia. Bo każda para jest inna. Każda mówi własnym językiem opowiadając własną, niepowtarzalną historię. Złożoną z drobnych gestów, słów i znaków. Ze spojrzeń które tylko dla nich są zrozumiałe a które można uchwycić tylko na zdjęciach. Moim zadaniem jest zachować czujność. To nie może się znudzić, to jak poznawanie świata wciąż od nowa. Chcę fotografować zakochanych…Pstrykam więc ślubnie, rodzinnie, komercyjnie i niekomercyjnie, w kolorze i w czarno-bieli. Zawsze z miłością.

Tego dnia przede wszystkim piękna była Klaudyna. W zjawiskowej sukience i superwysokich pudrowych szpilkach. W pastelowym wianku, dobrych perfumach, w całym swoim szczęściu. Grzesiek też był cudny. Z tym totalnie autorskim zawadiackim urokiem pożarł nam serca zanim wysiedliśmy z samochodu. A dalej było już podobnie. Stary Folwark, kwiaty, handmadowe dekoracje, mnóstwo detali, malutki kościółek i makaroniki (znów zjedliśmy połowę;)). I weekendowy Berlin w charakterze wiśni na tym niezapomnianie pysznym miłosnym ptysiu. Nic byśmy nie zmienili. Wszystko chcemy pamiętać. 

 

Wychodząc do pracy za każdym razem odhaczamy checklistę: aparaty, obiektywy, lampy, ładowarki, baterie, karty, marynarki, koszule na zmianę. Jak wszystko jest znaczy się, że gotowi. Czasem tylko zdarza nam się para młoda jak Martyna i Przemek a wtedy zaczyna brakować nam sprzętu. Nagle przydałby się rower, rolki albo przynajmniej trzecia ręka. Nadążenie za fabułą staje się niemożliwe, z nienacka zostajemy wciągnięci w wir kolorów, dźwięków i świateł który pędzi niewyobrażalnie, aż wypluwa nas po północy zmęczonych do obłędu. Wracamy do domu nie pamiętając do końca, co właściwie się wydarzyło. A potem przeglądamy pliki i dopiero po raz pierwszy naprawdę to widzimy. W szczegółach, w gestach, w emocjach. I bardzo nam się robi wesoło.

 

Mamy razem z Piotrkiem bardzo dobrą karmę. Tak kolektywnie bo ja trochę i Piotrek trochę;)  Nigdy nam nie pada, panny młode są zawsze śliczne a chłopaki w garniakach – same kocury;) Roswadowski nas za to nienawidzi bo on by chciał mieć wszystko najfajniejsze i Pauliny i Tomka też nam pozazdrościł. Skończy więc pewno wcielony w karalucha a my tymczasem będziemy kontynuować swoje radosne reportaże;) Będzie jak zawsze: skacząca z kanap i dyndająca z żyrandola Ania oraz spokojny, cichy i przyczajony Piotr. Zobaczcie co potrafi zrobić dwuosobowy Chuck Norris fotografii;D

Zdjęcia: Ania Bieluń i Piotr Sawczyk