Fotografia Ślubna

Uwielbiam te miłosne historie. O setkach kilometrów które ktoś przejechał żeby pocałować swoją dziewczynę na dobranoc, awanturach o niezakręconą tubkę pasty do zębów, o miłościach z rozsądku, z szaleństwa, z zaskoczenia. Bo każda para jest inna. Każda mówi własnym językiem opowiadając własną, niepowtarzalną historię. Złożoną z drobnych gestów, słów i znaków. Ze spojrzeń które tylko dla nich są zrozumiałe a które można uchwycić tylko na zdjęciach. Moim zadaniem jest zachować czujność. To nie może się znudzić, to jak poznawanie świata wciąż od nowa. Chcę fotografować zakochanych…Pstrykam więc ślubnie, rodzinnie, komercyjnie i niekomercyjnie, w kolorze i w czarno-bieli. Zawsze z miłością.

Ze ślubem Adeli i Piotrka było tak, że jak zobaczyliśmy startowe poranne kanapeczki to już wiedzieliśmy, że dzień zapowiada się udany. I tylko Borys miał przekichane bo jako wiecznie rzucający palenie nieszczęśnik plątał się pośród pokaźnej grupy gości i rodziny z których każdy palił jak smok. Głód papieroska kompensowała nam jednak atmosfera, jakaś taka rockowa, cudowna naprawdę. Ślub bez spiny za to z niezłym kopem;) I z bańkami i baletami do rana, z mnóstwem rodzinnej miłości i kotem na środku korytarza. Nazaprzyjaźnialiśmy się, nagadaliśmy i w ogóle było nam dobrze. I jeszcze dostaliśmy wielki karton winyli które rządzą teraz w naszym domowym sprzęcie. Gdybyście chcieli się pobrać raz jeszcze to my chętnie, chętnie:) 

Fajnie jest być prezentem. Bo jak ktoś cię daje na prezent to możesz być całkiem pewny, że jesteś kimś bardzo, bardzo przyjemnym. Więc my lubimy być prezentem tym razem podarowanym przez brata jego ukochanej siostrze. Piotrek (brat) poinstruował nas co i jak, wytłumaczył nam, że Magda jest trochę dziwna ale bardzo wesoła dziewczyna (książkowy brat!) i takie tam mniej i bardziej ważne informacje ale zapomniał powiedzieć jaka ta jego siostra jest śliczna. A być fotoprezentem dla ślicznej dziewczyny to jest pełen luksus. Także kissy dla Magdy i Maćka i czapki z głów dla wymyślaczy fajowych prezentów ślubnych!

Sezon ślubny to taki śmieszny czas bo my tu w bezustannym chaosie, obiady z bufetu, sterty prania czekające na swoją kolej, zaległości kinowe i nieustanna żonglerka pracą i zajmowaniem się Świerszczem, tysiące zdjęć aż komputery nie nadążają mielić a na blogu.. pusto. Musicie nam wybaczyć, kiedy tylko trochę ogarniemy się z robotą zaczniemy uzupełniać internetowe zaległości. A na osłodę- ślub który zaprzeczył prawom grawitacji. Pierwszy raz widzieliśmy danse w których goście weselni unosili się pod sufit! Kissy dla Oli i Tomka!
 

Sesję z Olgą i Robertem zdominowały newsy Jarosława Kreta. Bo tak: miało padać, potem nie miało padać, potem miała być wielka burza a skończyło się na okrutnym upale. Na fotach oczywiście wszyscy wyglądają świeżo i promiennie ale w trakcie pracy sapaliśmy na cztery głosy. Bardzo za to byliśmy dumni z pomysłu, żeby choć trochę uratować Roberta i rozebrać go z czarnej, ślubnej marynary. W jej miejsce wstawiliśmy muszkę, szelki, parę innych gadżetów i zrobiło się naprawdę letnio. Jeszcze Olga w swojej pięknej sukni i voila: para jak z obrazka. Cheers!
Zdjęcia: Ania i Borys PinkClouds.pl
Stylizacja: Ania PinkClouds.pl
Makijaż: Agnieszka Dejneka
Skuter Vespa: Matt Żuchowski

Jeśli traktować ślub Olgi i Roberta za wróżbę właśnie rozpoczętego fotograficznego sezonu to przestępujemy z nóżki na nóżkę w oczekiwaniu na lawinę atrakcji :) Bo skoro w ciągu jednego dnia możesz być świadkiem tego jak wszyscy chodzą w takich samych kapciach, smarowania palców wazeliną, żeby pierścionek nie utknął przy przysiędze, ostatniego lodzika przed ślubem i dobrej wróżby z chińskiego ciasteczka to co jeszcze może przydarzyć się tego lata? Oby same takie przyjemności!