Fotografia Ślubna

Uwielbiam te miłosne historie. O setkach kilometrów które ktoś przejechał żeby pocałować swoją dziewczynę na dobranoc, awanturach o niezakręconą tubkę pasty do zębów, o miłościach z rozsądku, z szaleństwa, z zaskoczenia. Bo każda para jest inna. Każda mówi własnym językiem opowiadając własną, niepowtarzalną historię. Złożoną z drobnych gestów, słów i znaków. Ze spojrzeń które tylko dla nich są zrozumiałe a które można uchwycić tylko na zdjęciach. Moim zadaniem jest zachować czujność i złapać w piksele niepowtarzalność miłości. To nie może się znudzić, to jak poznawanie świata wciąż od nowa. Chcę fotografować zakochanych…Pstrykam więc ślubnie, rodzinnie, komercyjnie i niekomercyjnie, w kolorze i w czarno-bieli. Zawsze z miłością.

Sesję z Olgą i Robertem zdominowały newsy Jarosława Kreta. Bo tak: miało padać, potem nie miało padać, potem miała być wielka burza a skończyło się na okrutnym upale. Na fotach oczywiście wszyscy wyglądają świeżo i promiennie ale w trakcie pracy sapaliśmy na cztery głosy. Bardzo za to byliśmy dumni z pomysłu, żeby choć trochę uratować Roberta i rozebrać go z czarnej, ślubnej marynary. W jej miejsce wstawiliśmy muszkę, szelki, parę innych gadżetów i zrobiło się naprawdę letnio. Jeszcze Olga w swojej pięknej sukni i voila: para jak z obrazka. Cheers!
Zdjęcia: Ania i Borys PinkClouds.pl
Stylizacja: Ania PinkClouds.pl
Makijaż: Agnieszka Dejneka
Skuter Vespa: Matt Żuchowski

Jeśli traktować ślub Olgi i Roberta za wróżbę właśnie rozpoczętego fotograficznego sezonu to przestępujemy z nóżki na nóżkę w oczekiwaniu na lawinę atrakcji :) Bo skoro w ciągu jednego dnia możesz być świadkiem tego jak wszyscy chodzą w takich samych kapciach, smarowania palców wazeliną, żeby pierścionek nie utknął przy przysiędze, ostatniego lodzika przed ślubem i dobrej wróżby z chińskiego ciasteczka to co jeszcze może przydarzyć się tego lata? Oby same takie przyjemności!
 

Dostaliśmy cynk od zaznajomionych rodziców, że każdego roku otrzymują zdjęcie swojej młodzieży przedszkolnej jak z nosem spuszczonym na kwintę pozuje siedząc na bujanym koniu lub trzymając w łapce potarganego misia. Zdjęcie ląduje w albumie obok trzech identycznych zakupionych w poprzednich latach. Bo przecież każdy ma takie zdjęcia, my też mamy! Fotografie z którymi trudno cokolwiek zrobić, one po prostu są. I trochę nam się zrobiło przykro i szkoda bo dzieci tak uroczo prezentują się na zdjęciach, są tak radosne i spontaniczne,  każdy rodzic powinien to zobaczyć : swojego krasnoludka marszczącego nos nad puzzlami, hasającego na huśtawkach, tulącego ulubioną koleżankę. I po rodzinnej naradzie ustaliliśmy co następuje: no more stone face photos! Żadnych łez, żadnego zmuszania, żadnego pozowania. Można zakumplować się z krasnoludkami i zrobić im taką sesję, że same piszczą „Pani, pan! Zróbcie mi zdjęcie!” . I można podarować rodzicom kilka pięknych portretów uśmiechniętej pociechy które z powodzeniem mogą zawisnąć w salonie nad kominkiem. Kto nabrał chętki niech szepnie dyrekcji swojego przedszkola, może uda nam się wspólnie zmienić fotografię krasnoludkową :)