Fotografia Ślubna

Uwielbiam te miłosne historie. O setkach kilometrów które ktoś przejechał żeby pocałować swoją dziewczynę na dobranoc, awanturach o niezakręconą tubkę pasty do zębów, o miłościach z rozsądku, z szaleństwa, z zaskoczenia. Bo każda para jest inna. Każda mówi własnym językiem opowiadając własną, niepowtarzalną historię. Złożoną z drobnych gestów, słów i znaków. Ze spojrzeń które tylko dla nich są zrozumiałe a które można uchwycić tylko na zdjęciach. Moim zadaniem jest zachować czujność i złapać w piksele niepowtarzalność miłości. To nie może się znudzić, to jak poznawanie świata wciąż od nowa. Chcę fotografować zakochanych…Pstrykam więc ślubnie, rodzinnie, komercyjnie i niekomercyjnie, w kolorze i w czarno-bieli. Zawsze z miłością.

W tej sesji brzuszkowej wszystko było ekstra: Gosia była esktra i Darek był ekstra, schowana w brzuszku Lili była ekstra, i Pompon Cafe też był niczego sobie. Nawet Olek nie przeszkadzał zasuwając plastikowym autem w tę i z powrotem. No po prostu strasznie przyjemny dzień spędzony na fotografii!

Sesje zdjęciowe zimą wyglądają zazwyczaj tak, że z nagrzanego auta niechętnie wygrzebuje się potupująca ekipa i naraz nabiera kosmicznego przyspieszenia byle tylko cyk cyk i znowu być w aucie:) tym razem (-10′C) też wszystko działo się dość raźno ale jednak inaczej bo w ramach prezentu walentynkowego pstryknęliśmy ludzi których bardzo kochamy:) i to już będzie z.. piętnaście lat:) lof lof dla pauli i pawła. nie pomijając harrego który gdzieś tam się plątał gdy robiliśmy zdjęcia:)

 

Justynę poznaliście już przy okazji jesiennej sesji ciążowej i była wtedy naprawdę piękną przyszłą mamą. A potem pstryk! zamieniła się w drużynę dziewczyn i teraz we dwie czarują swoimi minami i minkami. No panny aż mniam!

 

Jak może wypaść reportaż ślubny kiedy panna młoda uśmiecha się tak jak Magda?
Otóż reportaż ślubny może wypaść wówczas naprawdę dobrze!

 

Ponieważ chwilowo urzędujemy nad pięknym polskim Bałtykiem tam też trafiła nam się kolejna sesja rodzinna. A właściwie mini sesja bo wiało na nas z każdej strony tak, że już po kilkunastu minutach to my wialiśmy z plaży :) Co nie przeszkodziło Lexusowi w szybkiej kąpieli. Mors nie pies! :)